PROLOG
Gdy taksówka dojeżdża na miejsce moim oczom ukazuje się nieduży, lecz bardzo gustowny dom jednorodzinny. Nie myśląc o rzeczywistości wysiadam z samochodu zostawiając w nim rodziców i brata sam na sam z kierowcą. Zapominam o bagażach, o rodzinie i mknę po świeżo skoszonej trawie ku drzwiom. Przed nimi osadzona jest przestronna weranda. Po lewej stronie z dachu wisi dość szeroki fotel, który pomieściłby mnie i mojego brata jednocześnie. Zachwyca mnie jego kolor pudrowego lecz trochę brudnego różu. Postanawiam sprawdzić czy jest tak samo wygodny na jaki wygląda. Wolnym krokiem podchodzę i usadawiam się w środku. Zatapiam się w jego wnętrze, które wciąga mnie do środka i nie chce wypuścić. Jest bardziej wygodny niż się spodziewałam, czuję, że to miejsce będzie często przeze mnie wysiadywane. Po drugiej stronie werandy stoi spory drewniany stół z czterema krzesłami o tej samej, szarej barwie. Podłoga wykonana jest z desek, dopiero teraz to zauważam. Barierki również są drewniane, piękne białe drewno wpasowuje się w mój gust. Uwielbiam wszystko co minimalistyczne. W rzędach na balustradzie poustawiane są olśniewające doniczki z roślinami. Jedna szara, druga różowa, kolejna biała i tak na przemian. Te szare zwracają moją szczególną uwagę. Z daleka widzę, że posiadają jakieś mniejsze elementy. Gdy podchodzę bliżej zauważam, że elementy to wyryte w glinie najróżniejsze wzorki, które składają się w pewien obraz, który przedstawia piaszczystą plażę wraz z ogromnymi na dziewięć stóp falami rozbijającymi się o skały w oddali. Nie mogę uwierzyć, że ktoś mógł tak idealnie odwzorować to zjawisko na glinie. Z mojego zachwytu i zamyślenia wyrywa mnie głos taty:
- Maya, przyjdź tu proszę i pomóż nam nosić bagaże. - Powiedział dosyć łagodnym tonem, co wzbudziło moje zdziwienie. Rzuciłam ostatnie, krótkie spojrzenie na donicę i ruszyłam ku ojcu. Mama stała tak samo zachwycona jak ja. Matt, mój młodszy brat razem z tatą próbowali uporać się z walizkami i kartonami. Na szczęście kierowca taksówki był na tyle miły i pomógł im wszystko wystawiać. Złapałam za swoje rzeczy i razem z mamą pomknęłam do nowego domu. Gdy drzwi zostały otworzone, moim oczom ukazał się widok wysokich, drewnianych schodów. Na lewo od nich mieścił się przestronny salon. W centrum umiejscowiona jest przeogromna narożna kanapa w kolorze kremowego karmelu. Przed nią stoi niewielki, i dość niski szklany stolik na kawę. Wzdłuż ściany znajduje się niewysoki regał z książkami przypominający komodę. Na jego szczycie widnieją trzy świece. Dwie duże i jedna mniejsza. Tuż obok znajduje się wielkie okno z pojemnym parapetem, na którym narzucony został koc i kilka poduszek, co wprawia mnie w klimat tego miejsca. W mojej głowie wyobraźnia zaczyna swoją pracę, jednak szybko się otrząsam, gdy z salonu dostrzegam gigantyczną kuchnię. Zostawiam moje bagaże w miejscu, w którym stoję i kieruję się do pomieszczenia na prawo od schodów, dokładnie naprzeciw salonu. Przekroczyłam przejście i znalazłam się w kuchni, która okazała się również jadalnią, po mojej prawej mieści się zabudowa kuchenna łącznie z szafkami, zmywarką i piekarnikiem. Naprzeciw stoi dwudrzwiowa czarna lodówka. Na parapecie postawione zostały mikrofala i ekspres do kawy. Po drugiej stronie pomieszczenie stoi zajmujący jedną czwartą miejsca stół z czterema krzesłami. Nad nim widnieje pusta antyrama. W mojej wyobraźni od razu wykreował się widok owej rami ze zdjęciem mojej rodziny. Nagle w jednej chwili poczułam falę napływającego na moje ciało gorąca. Zrobiło mi się duszno i odruchowo zaczęłam krzyczeć ze strachu. Zamknęłam oczy i gdy je otworzyłam znalazłam się w zupełnie innym pomieszczeniu. Co do cholery się stało i gdzie ja jestem. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to to, że pamiętam, iż było mi słabo. Być może zemdlałam i rodzice położyli mnie w innym pokoju. Wstaję z łóżka rozglądając się po wnętrzu. Jest dziwnie. Ściany mają odcień brudnej zieleni i fioletu. Łóżko zajmuje pół powierzchni pomieszczenia. Wstaję. Coś dziwnego się ze mną dzieje, czuje się wyższa i bardziej ciężka niż zazwyczaj. Podchodzę bliżej okna i zauważam, ze nie jest to mój ogród. Wpadam w panikę i biegnę do drzwi. Obok nich wisi wielkie lustro. Mrugam, a moje oczy napełniają się łzami.
- Maya! Gdzie ty jesteś?! - słyszę głos mojej mamy, odczuwam wielką ulgę. Otwieram oczy i stoję znowu przed pustą antyramą. Co się stało...
- Maya, przyjdź tu proszę i pomóż nam nosić bagaże. - Powiedział dosyć łagodnym tonem, co wzbudziło moje zdziwienie. Rzuciłam ostatnie, krótkie spojrzenie na donicę i ruszyłam ku ojcu. Mama stała tak samo zachwycona jak ja. Matt, mój młodszy brat razem z tatą próbowali uporać się z walizkami i kartonami. Na szczęście kierowca taksówki był na tyle miły i pomógł im wszystko wystawiać. Złapałam za swoje rzeczy i razem z mamą pomknęłam do nowego domu. Gdy drzwi zostały otworzone, moim oczom ukazał się widok wysokich, drewnianych schodów. Na lewo od nich mieścił się przestronny salon. W centrum umiejscowiona jest przeogromna narożna kanapa w kolorze kremowego karmelu. Przed nią stoi niewielki, i dość niski szklany stolik na kawę. Wzdłuż ściany znajduje się niewysoki regał z książkami przypominający komodę. Na jego szczycie widnieją trzy świece. Dwie duże i jedna mniejsza. Tuż obok znajduje się wielkie okno z pojemnym parapetem, na którym narzucony został koc i kilka poduszek, co wprawia mnie w klimat tego miejsca. W mojej głowie wyobraźnia zaczyna swoją pracę, jednak szybko się otrząsam, gdy z salonu dostrzegam gigantyczną kuchnię. Zostawiam moje bagaże w miejscu, w którym stoję i kieruję się do pomieszczenia na prawo od schodów, dokładnie naprzeciw salonu. Przekroczyłam przejście i znalazłam się w kuchni, która okazała się również jadalnią, po mojej prawej mieści się zabudowa kuchenna łącznie z szafkami, zmywarką i piekarnikiem. Naprzeciw stoi dwudrzwiowa czarna lodówka. Na parapecie postawione zostały mikrofala i ekspres do kawy. Po drugiej stronie pomieszczenie stoi zajmujący jedną czwartą miejsca stół z czterema krzesłami. Nad nim widnieje pusta antyrama. W mojej wyobraźni od razu wykreował się widok owej rami ze zdjęciem mojej rodziny. Nagle w jednej chwili poczułam falę napływającego na moje ciało gorąca. Zrobiło mi się duszno i odruchowo zaczęłam krzyczeć ze strachu. Zamknęłam oczy i gdy je otworzyłam znalazłam się w zupełnie innym pomieszczeniu. Co do cholery się stało i gdzie ja jestem. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to to, że pamiętam, iż było mi słabo. Być może zemdlałam i rodzice położyli mnie w innym pokoju. Wstaję z łóżka rozglądając się po wnętrzu. Jest dziwnie. Ściany mają odcień brudnej zieleni i fioletu. Łóżko zajmuje pół powierzchni pomieszczenia. Wstaję. Coś dziwnego się ze mną dzieje, czuje się wyższa i bardziej ciężka niż zazwyczaj. Podchodzę bliżej okna i zauważam, ze nie jest to mój ogród. Wpadam w panikę i biegnę do drzwi. Obok nich wisi wielkie lustro. Mrugam, a moje oczy napełniają się łzami.
- Maya! Gdzie ty jesteś?! - słyszę głos mojej mamy, odczuwam wielką ulgę. Otwieram oczy i stoję znowu przed pustą antyramą. Co się stało...
Komentarze
Prześlij komentarz